Pojawiła się wątpliwość. Jak rozumieć regulaminowe 50%? Ile prac należy wykonać samodzielnie? Intencją przy ustalaniu zasad było by każdy sam zbudował jacht ale jednocześnie niewielka pomoc czy zlecenie niektórych prac jak np. spawanie czy szycie żagli nie wykluczało z udziału w regatach. To co robimy pokazujemy na blogu lub stronie a rozliczamy się na starcie przed kolegami.
Poniżej wyrażone w procentach, orientacyjne zestawienie poszczególnych etapów budowy.
1. wykonanie wręgów - 7%
2. łoże, zład, poszycie burt i dna - 35%
3. konstrukcja i poszycie pokładu - 17%
4. zabudowa wnętrza - 7%
5. płetwa balastowa - 5%
6. ster i samoster - 7%
7. laminowanie i malowanie - 8%
8. okucia i wyposażenie pokładu - 4%
9. takielunek wraz z wykonaniem okuć - 4%
10. krojenie i szycie żagli - 6%
środa, 26 lutego 2014
niedziela, 16 lutego 2014
Refbanta na foku Setki A.
Każdy sam może zdecydować czy zastosuje refbanty oraz ile i jak je rozmieścić. Stosujemy sztag pojedynczy lub zdwojony. Roler jest niedopuszczalny (w regatach) ponieważ podnosi środek ciężkości, istotnie zwiększa koszt jachtu oraz bywa awaryjny. Refbanta upraszcza obsługę przednich żagli. Poniżej propozycja którą narysowałem dla Piotra, umieszczenia jednej refbanty. Przy takim wykonaniu zarefowany i rozrefowany fok powinien dobrze pracować wybierany przez te same kipy. Fok po zarefowaniu jest już wystarczająco niewielki by przy tężejącym wietrze następnym ruchem było dopiero postawienie foka sztormowego.
Każdy sam może zdecydować czy zastosuje refbanty oraz ile i jak je rozmieścić. Stosujemy sztag pojedynczy lub zdwojony. Roler jest niedopuszczalny (w regatach) ponieważ podnosi środek ciężkości, istotnie zwiększa koszt jachtu oraz bywa awaryjny. Refbanta upraszcza obsługę przednich żagli. Poniżej propozycja którą narysowałem dla Piotra, umieszczenia jednej refbanty. Przy takim wykonaniu zarefowany i rozrefowany fok powinien dobrze pracować wybierany przez te same kipy. Fok po zarefowaniu jest już wystarczająco niewielki by przy tężejącym wietrze następnym ruchem było dopiero postawienie foka sztormowego.
wtorek, 11 lutego 2014
Bezpieczeństwo I – plan rejsu.
Bezpieczeństwo jest we wszystkim. W
doborze trasy, czasu rejsu i we własnościach jachtu. W
umiejętnościach żeglarza, jego rozwadze, wiedzy i nawykach. W
przygotowaniu łódki i w dzieleniu sił by starczyło ich do mety.
Zacznijmy od początku. Dobry plan daje
tylko szanse na sukces a zły może zapewnić klęskę.
„Setką przez Atlantyk 2012”:
planowany start do pierwszego etapu –
Sagres, 11 listopada
planowany start do drugiego etapu –
Santa Cruz de Tenerife, 10 grudnia
meta – południk 61W między wyspami
St. Lucia a Martynika, styczeń
Nie ma powodu by w roku 2016
wprowadzać zmiany.
Z Półwyspu Iberyjskiego przez Wyspy
Kanaryjskie na Karaiby. Trasa Kolumba i niezliczonych następców. To
pewnie najlepiej rozpoznany i opisany szlak żeglarski świata.
Najpierw na południe, wzdłuż Afryki prawie do Wysp Zielonego
Przylądka a gdy dotrzemy w strefę pasatu z wiatrem na zachód.
Trzeba tylko ominąć czas huraganów. Prosty schemat który zna
niemal każdy morski żeglarz. Przyjrzyjmy się dokładniej. Od
drugiego, pasatowego etapu.
Etap II: Santa Cruz de Tenerife –
Martynika
.
Najczęściej przyjmuje się, że
okres huraganów rozpoczyna się w czerwcu i trwa do października.
Już jednak w maju może się zdarzyć cyklon tropikalny wędrujący
znad Zatoki Meksykańskiej nad okolice Nowego Orleanu. W listopadzie
ostatnie huragany mogą powstać nad Morzem Karaibskim i powędrować
nad Atlantyk. Aby bezpiecznie przepłynąć ocean powinniśmy więc
wystartować z Teneryfy w okresie od grudnia do marca.
Wyjście na żaglach łatwe, bez
przeszkód nawigacyjnych. Pozostałe wyspy archipelagu omijamy w
bezpiecznej odległości poza zasięgiem silnych podmuchów wiejących
z dysz między wysokimi wyspami. Wyruszymy z początkowo chłodnym
Prądem Kanaryjskim który poniżej dwudziestego stopnia szerokości
zakręci na zachód by dalej przejść w ciepły Prąd
Północnorównikowy. Ten będzie nam towarzyszył prawie do celu by
przed łańcuchem Karaibów zakręcić na północny zachód.
Pasat północno-wschodni najdalej na
północ sięga we wrześniu by w marcu zejść najniżej na
południe. Im wcześniej wystartujemy na tym wyższej szerokości
spotkamy pasat. W grudniu powinniśmy wejść w stabilny pasat
schodząc poniżej dwudziestego stopnia szerokości. Do strefy pasatu
doprowadzą nas wiatry wiejące wzdłuż afrykańskiego brzegu
przeważnie z północnego wschodu. Średnie fale niewiele przekroczą
jeden metr a maksymalne nie powinny być wyższe niż siedem metrów.
Podobne warunki panują przez cały okres wolny od huraganów.
Do mety można podejść daleko
omijając wszelkie przeszkody nawigacyjne. Martynika z górami
sięgającymi 1397m jest widoczna z dużej odległości. Przed wiatrem i
rozpędzonymi oceanicznymi falami chowamy się po zachodniej,
zawietrznej stronie wyspy. Doskonale rozwinięta linia brzegowa daje
wielki wybór miejsca postoju. Do kotwicowisk bez trudu podejdziemy
na żaglach. Również do tego w stolicy wyspy Fort de France. Tuż za metą
pierwsze bezpieczne schronienie możemy znaleźć w jednej z zatok
Arlet.
Etap I:
Sagres. Dlaczego Sagres?
Statki. Przed startem, za największe
niebezpieczeństwo uważałem nie możliwość wystąpienia sztormu
lecz przecinanie szlaków żeglugowych prowadzących na Morze
Śródziemne. Wypływamy z Sagres ku Kanarom. Od razu odchodzimy
daleko od lądu. Za rufą zostawiamy łowiące przy brzegu statki
rybackie. Po około dwustu milach powinniśmy przeciąć wszystkie
ruty prowadzące do i z Cieśniny Gibraltarskiej. Żeglujemy w
zasięgu korzystnego Prądu Kanaryjskiego.
Spójrzmy na drugą mapę.
Gdybyśmy startowali z Lizbony to Prąd
Kanaryjski również pomagałby w dotarciu do celu. Jednak w obszarze
intensywnego ruchu statków bylibyśmy dwa razy dłużej.
Niespodziewany sztorm, były i to bardzo silne, mógłby
rozbić jachty o wysokie klify zachodniego wybrzeża Portugalii.
Może więc start z Gibraltaru i
przecięcie szlaków w ciągu jednego dnia? Nie byłoby to dobre
rozwiązanie. Długo żeglowalibyśmy zbyt blisko marokańskiego
brzegu. Północno-zachodni sztorm mógłby nie dać szans na
ucieczkę w morze. Nadal statki byłyby wielkim zagrożeniem.
Bylibyśmy narażeni na kolizje ze statkami żeglującymi między
Morzem Śródziemnym a portami zachodniej Afryki oraz na wejście w
drogę łowiącym przy brzegu rybakom. Tak więc najlepszy jest
port położony jak najbliżej Przylądka Świętego Wincentego.
Najbliżej jest Sagres. Doskonale naturalnie osłonięty port.
Wygodny slip do wodowania jachtów. Bardzo łatwe i bezpieczne jest wyjście na żaglach.
Dlaczego portem pośrednim jest
Santa Cruz de Tenerife?
Podobnie jak wyjście w kierunku
południowym, dojście do Teneryfy od NNE pozbawione jest
przeszkód nawigacyjnych. Wysoką wyspę widać z daleka. Tu też
pozostałe wyspy archipelagu omijamy w bezpiecznej odległości poza
zasięgiem silnych podmuchów wiejących z dysz między wysokimi
wyspami. Port dobrze osłonięty przed wiatrami z przeważających na
tym obszarze kierunków. Łatwe i wolne od przeszkód jest wejście
do portu.
Czas startu.
Analiza warunków występujących na
trasie drugiego etapu decyduje o terminie startu do pierwszej części
regat. Okno pogodowe na południu jest bardzo szerokie. Trwa od
grudnia do marca z lekkim wskazaniem na grudzień ze względu na
wyżej wiejący pasat. Na północy, im wcześniej wyruszymy tym,
statystycznie, lepsze będą warunki. Popatrzmy na porównanie
temperatur wody w listopadzie i grudniu.
Wyruszenie w
listopadzie daje również szansę na żeglowanie przy mniejszym
zafalowaniu. Dla żeglarskiej satysfakcji nie jest to korzystne ale
dla bezpieczeństwa jak najbardziej jest.
Ryzyka, również najwyższego, nigdy
w żeglarstwie nie da się wyeliminować. Można jedynie czynić
starania by je ograniczyć. Wybrałem termin regat tak by odbywały
się w okresie statystycznie najbezpieczniejszym. Wybrane porty są
łatwo dostępne i dobrze osłonięte a wejście lub wyjście, nawet
na jachcie bez silnika nie jest skomplikowane. Startujemy więc w
listopadzie, jedenastego bo to nasze święto. Dla startujących
podwójne.
sobota, 25 stycznia 2014
Okucia do Setki.
Jeżeli do Setek startujących w regatach 2016 zastosujecie inne okucia np. znalezione w sklepach żeglarskich to nie powinny być słabsze jak pokazane niżej. Materiał to stal kwasoodporna najczęściej oznaczana jako A4 lub 316.
Zawiasy steru.
To bardzo ważny i silnie obciążony element. Nie chcąc ryzykować, że na starcie pojawi się łódka z zawiasami typowymi dla naszego śródlądzia w sierpniu 2012 zamówiłem u specjalistów w Szczecinie solidne komplety do wszystkich, wówczas czterech startujących łódek. Poniżej rysunek. Identyczne zawiasy można zastosować do Setki A. Ważne jest współosiowe ustawienie zawiasów podczas montażu. Można to zrobić za pomocą pręta przełożonego przez otwory montowanych podstaw. Gdy zawiasy są współosiowe pracują lekko a sworznie się nie wyrabiają. Sworzeń i zawleczka blokująca jego wypadanie powinny być wykonane z takiej samej stali jak reszta zawiasu. W przeciwnym wypadku ryzykujemy korozję która będzie szczególnie niebezpieczna gdy zaatakuje spawy. Oba zawiasy, dolny i górny, mają identyczną konstrukcję i różnią się jedynie długością obejmy steru.
Duża, przyklejona sklejkowa (10mm) podkładka wzmacnia miejsce montażu górnego zawiasu.
Na Skwarku, ponieważ nie było stanowiącej węzłówkę skrzyni rufowego miecza, miejsce mocowania dolnego zawiasu zostało wzmocnione blachą nierdzewną. Śruby przenoszą obciążenia na dno. To miejsce również z zewnątrz dodatkowo polaminowałem.
Dolny zawias jest możliwie nisko by ramię siły gnącej ster było jak najmniejsze.
Proste gniazdo masztu podobne jak w Cadecie. zwróćcie uwagę na pasek nierdzewnej blachy w dnie otworu. Zabezpiecza on pokład przed pokaleczeniem ostrymi krawędziami aluminiowego profilu masztu.

Okucie maszt - bom
Jeżeli nie zdecydujecie się na wykonanie dedykowanego okucia według poniższego rysunku to kupując uniwersalne zwróćcie uwagę na:
- całe okucie powinno być wykonane ze stali A4
- element wchodzący w bom powinien być długi. Stosowane w naszych śródlądowych okuciach ok. 10-centymetrowe końcówki wyłamują półkę profilu bomu
- wytrzymałość i jakość spawów.
Okucie masztowe want i sztagu.
Nadzwyczaj proste i niezawodne rozwiązanie złożone z przewierconych płaskowników o szerokości 30mm i grubości 1,5mm. Dwie śruby 10 rozkładają obciążenia w maszcie. Na pierwszych Setkach okucie, jak i pozostałe, było wykonywane z blachy ocynkowanej. Do tych którzy lubią wszędzie trochę dodać - nie zwiększajcie grubości płaskowników powyżej 2mm. To jest ciężar zawieszony sześć metrów nad wodą. W płaskownikach trzymających sztag lub sztagi wywierćcie otwór w miejscu pasującym do wszeklowania zakupionego bloku fału foka. Miejsce mocowania bloczka zależy od jego wielkości. Powinien być blisko masztu ale fał musi chodzić swobodnie. Gdy sztagi mają być dwa to wykonujemy cztery dłuższe płaskowniki i nie łączymy ich w diametralnej lecz sztagi biegną z obu stron masztu.
Przedstawione okucia działały bezawaryjnie. Przeznaczone są do Setki ale mogą również posłużyć jako przykład przy dostosowaniu jachtu śródlądowego do nieco większej wody.
Jeżeli do Setek startujących w regatach 2016 zastosujecie inne okucia np. znalezione w sklepach żeglarskich to nie powinny być słabsze jak pokazane niżej. Materiał to stal kwasoodporna najczęściej oznaczana jako A4 lub 316.
Zawiasy steru.
To bardzo ważny i silnie obciążony element. Nie chcąc ryzykować, że na starcie pojawi się łódka z zawiasami typowymi dla naszego śródlądzia w sierpniu 2012 zamówiłem u specjalistów w Szczecinie solidne komplety do wszystkich, wówczas czterech startujących łódek. Poniżej rysunek. Identyczne zawiasy można zastosować do Setki A. Ważne jest współosiowe ustawienie zawiasów podczas montażu. Można to zrobić za pomocą pręta przełożonego przez otwory montowanych podstaw. Gdy zawiasy są współosiowe pracują lekko a sworznie się nie wyrabiają. Sworzeń i zawleczka blokująca jego wypadanie powinny być wykonane z takiej samej stali jak reszta zawiasu. W przeciwnym wypadku ryzykujemy korozję która będzie szczególnie niebezpieczna gdy zaatakuje spawy. Oba zawiasy, dolny i górny, mają identyczną konstrukcję i różnią się jedynie długością obejmy steru.
Alternatywą są zawiasy jak do "Piątki" trudniejsze jednak do wykonania.
Zawias Skwarka. Bardzo ważna jest jakość spawania.
Sztagownik
Poniżej rysunek sztagownika przeznaczonego dla dwóch sztagów. To wygodniejsze rozwiązanie jak sztag pojedynczy. Jeżeli decydujecie się na jeden sztag to sztagownik będzie wówczas identyczny jak podwięź wantowa.
Przykręcony sztagownik dla pojedynczego sztagu. Dwa małe, 5-milimetrowe otworki po bokach wystającej nad dziobnicę części sztagownika służą do wszeklowania foków.
Podwięzie wantowe
Najprostsze z możliwych rozwiązań. Powiercony płaskownik.
Najwyższa śruba przechodzi przez wzdłużnik. Tu jej łeb ukryty jest pod listwą odbojową.
Jeżeli nie zdecydujecie się na wykonanie dedykowanego okucia według poniższego rysunku to kupując uniwersalne zwróćcie uwagę na:
- całe okucie powinno być wykonane ze stali A4
- element wchodzący w bom powinien być długi. Stosowane w naszych śródlądowych okuciach ok. 10-centymetrowe końcówki wyłamują półkę profilu bomu
- wytrzymałość i jakość spawów.
Okucie masztowe want i sztagu.
Nadzwyczaj proste i niezawodne rozwiązanie złożone z przewierconych płaskowników o szerokości 30mm i grubości 1,5mm. Dwie śruby 10 rozkładają obciążenia w maszcie. Na pierwszych Setkach okucie, jak i pozostałe, było wykonywane z blachy ocynkowanej. Do tych którzy lubią wszędzie trochę dodać - nie zwiększajcie grubości płaskowników powyżej 2mm. To jest ciężar zawieszony sześć metrów nad wodą. W płaskownikach trzymających sztag lub sztagi wywierćcie otwór w miejscu pasującym do wszeklowania zakupionego bloku fału foka. Miejsce mocowania bloczka zależy od jego wielkości. Powinien być blisko masztu ale fał musi chodzić swobodnie. Gdy sztagi mają być dwa to wykonujemy cztery dłuższe płaskowniki i nie łączymy ich w diametralnej lecz sztagi biegną z obu stron masztu.
Okucie na Małej przystosowane do dwóch sztagów.
poniedziałek, 2 września 2013
O dzielności morskiej „Setek”.
Była szczególnie potrzebna w pierwszym etapie rejsu, z Sagres na Teneryfę.
Warunek wstępny, to wcześniej
omawiana wytrzymałość konstrukcji. Bez niej nie można
rozpatrywać dzielności. Na cóż najlepsze kształty kadłuba
jeżeli ma od niego odpaść kil, ster, maszt lub sam kadłub będzie
zbyt słaby by przetrwać sztorm. Nie tylko sztorm. Skwarek został
najechany przez czterdziestotysięcznik. Bez strat. „Lilla My”
uderzyła kilem w twardy przedmiot pływający pod wodą.
Bez strat.
Wprost na kursie „Skwarka” dryfowała około dziesięciolitrowa
butla gazowa. Akurat wyszedłem z kabiny. Oba jachty przepłynęły
ocean bez jakiejkolwiek awarii. „Mała” dwa razy. "Skwarek" na Martynice wysztrandował podczas huraganu. Bez strat. Gdyby łódki były
delikatniejsze potrzebowałyby więcej szczęścia.
Bez strat.
Uderzony kil Małej. Fotografia zrobiona z kei w Radazul.
Czego oczekujemy od jachtu gdy wiatr i
fale rosną?
- wspinania się na fale i suchego żeglowania
- stateczności kursowej
- zachowania sterowności w każdych warunkach
- stateczności, w tym pewnego wstawania z głębokich przechyłów
- tłumienia kołysań
- łagodnych ruchów
- możliwie niewielkiego przegłębiania dziobu na kursach pełnych
- zdolności skutecznego żeglowania pod silny wiatr i falę (ucieczka od nawietrznego brzegu)
Fale
Nad gładką powierzchnię morza
przychodzi wiatr. Marszczy wodę. Ponad wierzchołkami zmarszczek
powietrze przyspiesza. Bardziej nad większymi. Podciśnienie zasysa
ku górze wypukłości wody. Fale rosną. Nie są równe. Na grani
załamują się przerośnięte szczyty. Po zboczach spływają wodne
pagórki. Na wielkiej fali mniejsze nakładają się i zderzają.
Łaty piany lśnią na nawietrznej stronie grzbietu. Jacht nie
żegluje po modelowych falach. Płynie po bardzo nieregularnej
powierzchni.
Nie chcemy zalanego kokpitu, wody na
pokładzie. Fala ma lekko unieść kadłub i szybko przejść pod
dnem. Jak najmniej wytrącając jacht z kursu i równowagi.
Suche żeglowanie i wchodzenie na fale
Mały i lekki "Skwarek" unosi się na
falach prawie jak piłka. Reaguje na niemal wszystkie nierówności
powierzchni. Fale nie zalewają pokładu. Jacht wspina się na nie.


Bryzgi, owszem. Kilka razy przez siedem dni wichury nawet wiadro wody. To z bocznych uderzeń małych „dziadów”. Tak zachowuje się pięciometrowa Setka w silnym atlantyckim sztormie. Wolna burta jest wysoka. Wrężnice rozchylone. Pawęż zamknięta nie dopuszcza fali. Podcięta rufa o dużej objętości unosi się bez zwłoki i wpuszcza pod kadłub nadbiegające grzywacze.
Niewiele bryzgów
dociera do kokpitu. Kokpit nigdy nie był tak wypełniony by woda
przelała się do kabiny. Aby unoszenie dziobu lub rufy było jak
najszybsze masy konstrukcji i ładunku powinny być skupione blisko
środka kadłuba, jak najbardziej jest to możliwe. Montując
nieproporcjonalne do wielkości jachtu i nazbyt rozbudowane
wyposażenie można wyraźnie pogorszyć własności łodzi. Jacht
przeciążony wolniej reaguje. Mniej rzuca załogą ale fala łatwiej wejdzie na pokład.
Jeżeli przeciążymy tylko dziób to żeglowanie pod falę może być
bardzo mokre. Jeżeli przeciążymy rufę to zwiększa się ryzyko
zalania kokpitu przy baksztagowej żegludze. Zwiększy się również
tłuczenie dziobu o fale na kursach ostrych.

Skwarek unosi rufę i nie nurza dziobu.
Bryzgi, owszem. Kilka razy przez siedem dni wichury nawet wiadro wody. To z bocznych uderzeń małych „dziadów”. Tak zachowuje się pięciometrowa Setka w silnym atlantyckim sztormie. Wolna burta jest wysoka. Wrężnice rozchylone. Pawęż zamknięta nie dopuszcza fali. Podcięta rufa o dużej objętości unosi się bez zwłoki i wpuszcza pod kadłub nadbiegające grzywacze.
Podcięta pawęż sucho przyjmuje fale od rufy i wpuszcza je pod kadłub.
Im mniejszy jacht tym różnica
zachowania wyraźniej odczuwalna. Niewielka Setka zachowa dobre
własności obciążona trzystupięćdziesięcioma kilogramami załogi
i wyposażenia. Na Pasji 850 dobrze jest nie przekraczać jednej tony
obciążenia a na Pasji 1230 trzech ton. Kto chce mieć dużo wyposażenia i zapasów musi mieć duży jacht. Im mniejsza łódka tym bardziej
wymaga od żeglarza konsekwentnego ograniczania ciężarów.
Stateczność kursowa
Pisałem na ten temat na blogu w lutym
2013. Tekst dotyczył wszystkich jachtów. Jak zachowywał się
„Skwarek”? W bejdewindzie, z uwiązanym sterem i bez włączonego
samosteru trzymał kurs dopóki nie uderzyła silniejsza fala. Na
spokojnej wodzie, z uwiązanym na sztywno sterem był tak stabilny
kursowo, że obrócony o 180 stopni statecznik samosteru godzinami
trzymał kurs sterując malutkim fletnerem jak sterem. To było
ciekawe doświadczenie pokazujące jak niewielka powierzchnia jest
potrzebna do sterowania ustatecznionym kursowo i zrównoważonym
jachtem.
Część zanurzona płetwy samosteru ma długość 40cm i szerokość 5cm.
Wystarczała do sterowania Skwarkiem z uwiązanym sterem.
Gdy wiatr rósł przestawiałem
samoster tak by fletner działał na ster. Nie uderzenia wiatru
wytrącały „Skwarka” z kursu lecz uderzenia grzbietów fal.
„Setka” jest małą i lekką łódką więc by pomóc
samosterowi przejść szczyt fali na wzburzonym morzu ciągnąłem za
rufą 60 metrów 12-milimetrowej liny.
Sterowność
Jacht reagował na ster szybko i
precyzyjnie w każdych warunkach. W przechyłach ster nie wychodził z wody i łódka nie stawała do wiatru. Sterowało się lekko a na dużych
falach z wielką przyjemnością. Wynika to nie tylko z cech
konstrukcyjnych jachtu. W tym przypadku niewielkie rozmiary „Setki”
i mały wypór są zaletą .
Znacie taką sytuację? Niemały jacht
płynie z silnym wiatrem i wysoką falą. Jest trudny do utrzymania
na kursie i mało zwrotny. Dajecie radę. Dlatego sterujecie. Reszta
w kabinie. Nadchodzi fala wyższa niż inne. Chodzą trójkami.
Pierwsza obraca jacht burtą. Druga się zbliża. Wywróci łódkę.
Trzecia dokończy. Ster wyłożony. Rusz się. No rusz się. Kadłub
bardzo powoli wraca na kurs. Nie zdąży. Zdążył.
Na „Skwarku” nie było takich stresów. Była dobra zabawa.
Stateczność
Momenty prostujące wraz ze zmianą wielkości jachtu rosną lub maleją wprost proporcjonalnie do czwartej potęgi skali podobieństwa. Małe jachty wydają się więc być na pozycji z góry mocno przegranej. Jednocześnie fala łatwiej może przewrócić jacht mały niż duży i ciężki. Potrzeba do tego mniej energii. Potencjalnie podwójna przegrana. Jak wyjść z tej sytuacji? Właściwym doborem bryły kadłuba i dbałością o możliwie niskie położenie środka ciężkości. Na małych łódkach szczególnie ważne jest również rozmieszczenie prowiantu, wody, wyposażenia. Stanowią niemały udział w całej masie jachtu.
Powyżej krzywa stateczności "Skwarka" z rejsowymi zapasami i śpiącym żeglarzem. Najbardziej odczuwalny podczas żeglowania w sztormie i na dużej fali jest wyraźny, ciągły wzrost stateczności jachtu wraz z rosnącym przechyłem. Maksimum momentu prostującego przypada przy prawie siedemdziesięciu stopniach. Grzbiet fali unosi łódkę. Wiatr chce ją położyć. Sternik czuje, że z rosnącym przechyłem jacht nie leci w wywrotkę lecz jest coraz sztywniejszy. Są to fizyczne wrażenia dające duże poczucie bezpieczeństwa i dużą przyjemność z jazdy po falach. Zakres stateczności dodatniej 153 stopnie. To dużo. Na tyle dużo, że jeśliby jacht został przechylony przez wyjątkową falę o większy kąt to powinien kontynuować obrót do pozycji normalnej. Na lekkim jachcie wyraźny jest wpływ pływającego masztu na wzrost stateczności przy dużych kątach przechyłu. Linia przerywana pokazuje stateczność z masztem pustym. Zdecydowanie warto maszt wypełnić pianką.
Tłumienie kołysań
Podczas żeglowania z wiatrem i falą
jachty kołyszą się z burty na burtę. Niektóre nawet ponad
trzydzieści stopni. Rozkołys jest odbierany jako największa
uciążliwość pasatowej żeglugi. Kołysania tłumi kil, miecze,
płetwy boczne, ster o ile nie jest swobodnie puszczony oraz wypłaszczone dno. Najbardziej kołyszą się ciężkie jachty o niedużym zanurzeniu z owrężem w kształcie
półokręgu, głębokiego V lub rozciągniętego S. Taki kształt kadłuba nie sprzyja tłumieniu a powierzchnia płytkich płetw może być niewystarczająca by skutecznie zmniejszyć rozkołys. Jeżeli przy
tym nie są to jachty stateczne kursowo to sterowanie nie jest łatwe. Samoster
elektryczny od nadmiernych obciążeń może rozpaść się
błyskawicznie. Wiatrowy również nie musi podołać.
Stały rozkołys „Skwarka” na pasatowej fali był mniejszy niż dziesięć stopni na burtę. Komfort niemal jak na katamaranie. To zaleta małej masy jachtu, dużej powierzchni tłumiącej kołysania (niemała płetwa balastowa) oraz szerokości kadłuba. Większe przechyły przychodziły tylko wtedy gdy w „Skwarka” uderzała wyjątkowo złośliwa fala i wytrącała go z kursu poza zakres pracy samosteru.
Stały rozkołys „Skwarka” na pasatowej fali był mniejszy niż dziesięć stopni na burtę. Komfort niemal jak na katamaranie. To zaleta małej masy jachtu, dużej powierzchni tłumiącej kołysania (niemała płetwa balastowa) oraz szerokości kadłuba. Większe przechyły przychodziły tylko wtedy gdy w „Skwarka” uderzała wyjątkowo złośliwa fala i wytrącała go z kursu poza zakres pracy samosteru.
Łagodne ruchy
Na pięciometrowej łódce rzucanej
sztormowymi falami takie zjawisko nie występuje. Ruchy jachtu są
porwane, krótkie, zupełnie szalone. Czasami używanie w kabinie kasku wcale
nie byłoby od rzeczy. Zachowanie łódki rozwiązuje jeden problem.
Nie instalujemy kopuły do obserwacji z kabiny. Chyba, że zaklinujemy w pokładzie ramiona. Głowa w kopule gdy
jacht odbiera cios od fali mogłaby stracić kontakt z resztą ciała. Trochę precyzyjniej. W sztormie kilka do kilkunastu razy na dobę grzywacz uderzał w burtę. Duży jacht w takiej sytuacji zazwyczaj gwałtownie pogłębia przechył. Niebezpieczne stają się koje pilotowe o ile nie mają dobrego zabezpieczenia. Żeglarz może być z takiej koi wykatapultowany. Lekki "Skwarek" zachowywał się inaczej. Nie przechylał się lecz był przez grzywacz gwałtownie przenoszony. Prawie bez zmiany przechyłu. Siedziałem na koi oparty o burtę. Łódka odbiera cios w burtę przeciwną. Przelatuję na drugą stronę kabiny. To wrażenie. W rzeczywistości w przeciwnym kierunku unoszony był jacht. Zawsze zdążyłem wyciągnąć ręce i zaprzeć się o burtę nim głowa trafiła w okienko. To wynik koncentracji podczas całego sztormu w pierwszym etapie. Dobrze, że "Setka" nie ma pólpokładów. Gdyby je miała głowa mogłaby spotkać się ze ścianką nadbudówki nim ręce wyhamowałyby rozpęd. Najlepszym i całkowicie bezpiecznym miejscem była podłoga. Tylko konieczność wstawania co dziesięć minut by zobaczyć czy nie widać statku powodowała dodatkowe zmęczenie. Z liną za rufą żeglując ze sztormowym wiatrem "Skwarek" przyspieszał na zawietrznym stoku fali do sześciu węzłów by na nawietrznym, gdy płynął "pod górkę", zwolnić do dwóch. Na to nakładały się przyspieszenia wynikające z ruchu po bardzo nierównej dla tak małego jachtu powierzchni. Nigdy podczas całego rejsu nie dopadła mnie choroba morska.
W kokpicie podczas sztormu ruchy jachtu nie były problemem. Było pięknie. Widać nadchodzące grzywacze wiec ciało reaguje automatycznie. Szerokość wanny kokpitu jest dobrana tak by wygodnie można było zaprzeć się nogami o przeciwległą krawędź. Ręka zawsze znajdowała wygodny uchwyt. Duży gładki pokład nad kabiną ma niewielką, dwuprocentową wypukłość. To w tym przypadku bezpieczne rozwiązanie. Handrelingi pozwalały bez stresu przesuwać się po deku. Najtrudniejsza była praca w przechyłach na skaczącym dziobie. Co chwilę trzeba było chwytać się jachtu obiema rękami. Na "Skwarku" jest niemało uchwytów ale przydałyby się jeszcze przymocowane do dziobowego pokładu indywidualnie wyprofilowane gniazda, pozwalające zaklinować rozstawione w pozycji klęczącej kolana i stopy.
W kokpicie podczas sztormu ruchy jachtu nie były problemem. Było pięknie. Widać nadchodzące grzywacze wiec ciało reaguje automatycznie. Szerokość wanny kokpitu jest dobrana tak by wygodnie można było zaprzeć się nogami o przeciwległą krawędź. Ręka zawsze znajdowała wygodny uchwyt. Duży gładki pokład nad kabiną ma niewielką, dwuprocentową wypukłość. To w tym przypadku bezpieczne rozwiązanie. Handrelingi pozwalały bez stresu przesuwać się po deku. Najtrudniejsza była praca w przechyłach na skaczącym dziobie. Co chwilę trzeba było chwytać się jachtu obiema rękami. Na "Skwarku" jest niemało uchwytów ale przydałyby się jeszcze przymocowane do dziobowego pokładu indywidualnie wyprofilowane gniazda, pozwalające zaklinować rozstawione w pozycji klęczącej kolana i stopy.
Przegłębianie dziobu na kursach
pełnych
Nieznaczne. Żadnego nurkowania w
dolinie fali czy wbijania dziobu w przeciwstok. Można to przypisać w części takielunkowi ułamkowemu z niewysokimi fokami pasatowymi co daje mały moment wciskający dziób w wodę. Podczas zjazdów z fali wyraźnie przez sternika odczuwany był wypór hydrodynamiczny na
dziobowej, lekko wypukłej części płaskiego poszycia dna.
Zdolności skutecznego żeglowania pod
silny wiatr i falę
To niezła strona malutkiej „Setki”. Potrafi wracać pod silny pasat i rozbudowane góry wody. Potrafi skutecznie halsować pod bałtycką falę przy wiejącej siódemce.
To niezła strona malutkiej „Setki”. Potrafi wracać pod silny pasat i rozbudowane góry wody. Potrafi skutecznie halsować pod bałtycką falę przy wiejącej siódemce.
sobota, 27 lipca 2013
Co u Skwarka i jego nowych właścicieli? Za zgodą Grzegorza zamieszczam Jego ostatni mail z pozdrowieniami dla czytelników.
Skwarek szczęściarz przetrwał cyklon i zakończył sezon
Tak jak wspominałem w tytule Skwarek już zakończył sezon, przedwczesne zakończenie sezonu spowodowane jest moim upadkiem na
ostatnim etapie Tour de Martinique który to zakończył się kontuzją barku która uniemożliwia żeglowanie i dlatego Skwarek już od 4 tygodni nie pływał i
definitywnie zakończył sezon.
Sezon ten dzięki Skwarkowi dostarczył nam wielu
przygód a co za tym idzie wielu znajomych, a przede wszystkim dzięki niemu
staliśmy się częścią Saint Luce, bo to rybacy stanowią klimat Saint Luce a to
oni nas zaadoptowali, zaopiekowali się (Skwarkiem i jego armatorem) i przyjęli jak
swoich, tak ze każda wyprawa na Skwarka zaczynała się pobraniem sprzętu z garażu
rybaków (który się stal naszym garażem) gdzie nikt obcy nie ma wstępu.
Ostatnie 3 przygody Skwarka to:
jak popłynąłem wymieniać wanty do Marin do Janka
(tam gdzie zostawił swoją łódkę na zimę) to przy halsowaniu (bo jest tam wąsko
przy wpływaniu do Marin) chciałem przeciągnąć jak najdalej zanim zmienię kierunek i okazało się, że Skwarek miał za małą prędkość na zmianę kierunku i
przy drugim podejściu do zmiany kierunku wylądował na mieliźnie. Woda do kolan, a
ja próbowałem go wypchać na głębszą wodę ale bez powodzenia,
przepływało kilka łódek ale nikt nawet się nie zainteresował moimi problemami a
ja na szczęście mogłem skorzystać z telefonu do Janka który to po 15 min był już przy mnie i dzięki swojemu pontonowi który to pracował na maksymalnych obrotach
uratował nas z tej opresji (ale głupio się czułem jak Skwarek leżał na mieliźnie
a ja stoję bezradny kolo niego))
Następna przygoda to:
był bardzo silny wiatr czyli idealna pogoda żeby
pogłębić moje umiejętności żeglarskie, ale wiatr nie pozwalał mi rozwinąć żagli. Uporałem się z tym po 30 minutach (zwykle to trwa jakieś 10) no i potem
wyciąganie kotwicy też nie było łatwe ale ruszyłem z niezabezpieczoną kotwicą,
rezultat mógł być tylko jeden. Po paru metrach wiatr zawiał a kotwica znalazła
się za burtą co rozpoczęło kolejną żenującą przygodę , ponieważ kotwica
zaplątała się o łańcuch, próbowałem ją wyciągać ale bezskutecznie. Pojawił się jakiś nieznajomy rybak którego poprosiłem o pomoc, on też dużo nie myślał i
ciągnął Skwarka na głębinę ale łańcuch nie puścił i tak znalazłem się na 10m
głębokości z kotwicą na dnie a rybak powiedział, że nic więcej mi nie pomoże i
popłynął , A ja oczywiście wezwałem na pomoc moich rybaków którzy to odczepili
kotwicę i zaciągnęli łódkę na jakąś opuszczoną bojkę i tak od miesiąca Skwarek
ma swoją stałą przystań na bojce.
Trzecia przygoda już nie miała jakiegoś mojego
bezpośredniego udziału:
Ja bylem na wyścigu Tour de Martinique. W poniedziałek wieczorem obiegła Martinikę wiadomość, że będzie przechodził cyklon, a ja miałem świadomość, że Skwarek stoi na środku ale nic kompletnie nie
mogłem zrobić ponieważ nie mam silnika oraz wszystkie łódki odpłynęły już kilka
godzin wcześniej niż ja zareagowałem, a tam gdzie one popłynęły Skwarek nie może
wpłynąć bo jest za płytko. No i tym oto sposobem Skwarek został wystawiony na
kolejną próbę. A my się modliliśmy w domu żeby nic mu się nie stało. Był zabezpieczony na dwóch linach ale to nie wystarczyło (bo jak wspominałem to był cyklon) cyklonu takowego nie było już tutaj od 2007 roku (Dina). Co się okazało, Skwarek szczęściarz zaparkował przed domem moich rybaków i podczas cyklonu otrzymałem telefon, że leży na plaży przed ich domem żebym przyjechał , co
niezwłocznie zrobiłem. Skwarka uwiązaliśmy do drzewa a nazajutrz został zwodowany przez moich rybaków.
Ja na drugi dzień zdobyłem żółtą koszulkę lidera
wyścigu i dzięki temu miałem okazję podziękować moim przyjaciołom rybakom za
ocalenie Skwarka w radiu i w telewizji, ta przygoda jeszcze bardziej wpisała nas
w społeczność Saint Luce, a Skwarek po cyklonie stal się atrakcją dla turystów i
dziennikarzy którzy bez końca robili sobie zdjęcia przy wywróconym Skwarku.
Bez uszkodzeń
Tak, że dzięki tym wszystkim przygodom których jesteś współkonstruktorem Skwarek stał się obrazkiem z Saint Luce (mam na dzieje
ze w przyszłym roku będą już pocztówki z Saint Luce ze Skwarkiem (jak na razie
nie widzieliśmy)
a nasza polska rodzina stała się częścią Saint
Luce oraz Martyniki, ponieważ za każdym razem kiedy odbierałem jakieś trofeum
(koszulka bądź puchar) moje dziewczyny były razem ze mną , co bardzo się podobało społeczności z Martyniki która to była zachwycona ze można wspólnie z
rodziną dzielić życie (w dobie kryzysu rodziny).
Jak wspominałem nie mogłem dokończyć wyścigu przez
upadek. Była realna szansa zwycięstwa w klasyfikacji generalnej ale już nigdy
się nie dowiem czy byłbym w stanie to wygrać. Ale wygrałem jedno, że rodzina
moja również towarzyszyła mi w szpitalu, byli
razem ze mną zaraz po moim upadku tak to smutnie albo szczęśliwie zakończył się sezon kolarsko żeglarski.
Pozdrowienia
Grzegorz oczywiście z rodziną
środa, 12 czerwca 2013
Mam napisać więcej o konstrukcji Setki, jej przystosowaniu do oceanicznego żeglowania. Pierwszy problem - wytrzymałość konstrukcji. Drugi - dzielność.
Sztormowa fala uderza w burtę. Przestawia jacht. Wewnątrz huk. Nie wpadliśmy pod pociąg. To ocean. Jacht jest mocny, płyniemy dalej. Jeszcze raz. I znów. Musi wytrzymać. Kadłub usztywnia pięć zamkniętych ram wręgowych. Wyraźnie wygięte a więc sztywne płaty dziesięciomilimetrowego sklejkowego poszycia podparte są jeszcze wzdłużnikami. Złącza sklejone, skręcone i zalaminowane. W innej wersji mocno zlaminowane. Dwie grodzie zapewniające niezatapialność. Dno podwójnie grube. Pięć denników w obrębie balastu usztywnia dno i pomaga przenieść na kadłub obciążenia od płetwy balastowej. Płetwa mocno skręcona z kadłubem. Stalowy kołnierz rozkłada obciążenia na powierzchni dna. Takielunek prosty i mocny. To sprzyja bezawaryjności. Niezbyt głęboki ster a więc małe ramię siły gnącej. Płetwa gruba, ze sklejki 40mm dodatkowo oblaminowana. Porządne zawiasy przykręcone do wzmocnionych powierzchni pawęży.
Zamknięte ramy wręgowe.
Lekki i mocny układ wiązań. Wzdłużniki rozmieszczone w niewielkich odstępach, oparte na sztywnych ramach wręgowych.
Mocne poszycie zyskujące dodatkową sztywność dzięki wyraźnym gięciom powierzchni.
Dwie wanty i sztag. Najprostsze i potencjalnie najmniej awaryjne owantowanie.
Kadłub pierwszej Setki był już poszyty sklejką, gotowy do przykręcenia balastu. Projektowałem ją z myślą o Atlantyku. Był rok osiemdziesiąty szósty. Bez szans na wyjście w morze. Wyciąłem otwór na skrzynię mieczową. Narysowałem dokumentację tuszem. Najpierw mieczówki z wewnętrznym balastem. Setka nie jest delikatnym jachtem śródlądowym do którego dokręcono balast. Od początku była jachtem morskim z odpowiednio mocną konstrukcją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















